Czego Polska może nauczyć się od Tajwanu o starzeniu się społeczeństwa?
Na Tajwanie za każdym razem, gdy wchodziłam do szpitala, urzędu czy innej instytucji publicznej, pierwszą osobą, która się ze mną kontaktowała, był wolontariusz. Bardzo często była to osoba starsza.
To nie była jednorazowa inicjatywa ani wyjątek. To element większego systemu. Osoby po 60. czy 70. roku życia są tam widoczne w przestrzeni publicznej i aktywnie uczestniczą w życiu społecznym. Nie jako symbol, ale jako realna część codzienności.
Widać to również poza instytucjami. Rano parki wypełniają się ludźmi na emeryturze, którzy wspólnie ćwiczą, tańczą albo po prostu spędzają czas razem. Moje ulubione „gym buddies” na Tajwanie? Kobiety na emeryturze, które z ogromną satysfakcją podnosiły sztangi.
To doświadczenie skłoniło mnie do refleksji, że być może nie chodzi tylko o to, że społeczeństwa się starzeją. Kluczowe jest to, jak projektujemy dla nich przestrzeń do funkcjonowania.
W wielu krajach starzenie się wciąż oznacza stopniowe wycofywanie się z życia społecznego. Na Tajwanie wygląda to inaczej. Starsze osoby nie znikają z przestrzeni publicznej przeciwnie, są jej integralną częścią. Mają rolę, widoczność i poczucie sprawczości.
Może więc pytanie nie powinno brzmieć: jak poradzić sobie ze starzejącym się społeczeństwem?
Tylko: jak stworzyć system, w którym wiek nie oznacza wykluczenia, a naturalną zmianę roli.
Zastanawiam się, na ile takie podejście mogłoby działać w Polsce i co musiałoby się zmienić, żeby stało się bardziej powszechne.
Bo być może odpowiedź nie leży w wielkich reformach, ale w prostych rozwiązaniach: obecności, dostępności i zaproszeniu do współuczestnictwa.
Może warto przyjrzeć się bliżej temu, jak robi to Tajwan.